Autor Tadeusz M. Kilarski
Księdza Józefa poznałem dzięki Jasielskiemu „dr. Judymowi” czyli lekarzowi Arturowi S, z którym znamy się od dzieciństwa i od którego otrzymałem telefon do kapłana z Przemyśla. To niesamowita postać, tytan pracy, o olbrzymiej empatii” – usłyszałem od Artura. Zadzwoniłem. Sympatyczny, spokojny i wyważony głos a jednocześnie był w tym głosie puls życia, jakieś przekonanie, pewność ocen poruszanych tematów. Potem spotkaliśmy się parokrotnie w Polsce.

Ta znajomość stała się jedną z tych cennych znajomości, gdy możemy nie widzieć się czy nie rozmawiać wiele miesięcy, a przy następnej rozmowie jest tak jakbyśmy się nie widzieli zaledwie kilka dni.
Przeglądam broszurę dołączoną do Listu ks. Józefa. Jest tam jedno zdjęcie z czasu zaawansowanego remontu – fragment korytarza. Ale ta fotografia nie oddaje skali prac, ogrom wysiłku jaki włożono, aby ten pokoszarowy budynek doprowadzić do użyteczności. Byłem tam w Przemyślu i widziałem. I byłem w szoku. Ks. Józef to nie tylko tytan pracy, ale i wiary, bo trzeba było mieć oceany przekonania, żeby uwierzyć, iż w tych zdewastowanych pomieszczeniach powstanie hospicjum. Mój pobyt w Przemyślu na tym placu budowy wywołał również zdumienie – z jaką niebywałą rozwagą i mądrością zaplanowano poszczególne elementy odbudowy i przebudowy, z jaką dalekowzrocznością sięgnięto po rozwiązania technologiczne. Ta broszura – ukazuje w zarysie główne elementy całego projektu „Betanii” i warto ją przeczytać.
Warto również powędrować po stronach internetowych Centrum Hospicyjno-Opiekuńczego BETANIA im. Rodziny Ulmów w Przemyślu – https://hospicjumbetania.pl/ Jest bardzo dużo informacji o całym projekcie. Ponadto poza wieloma ciekawymi artykułami jest coś co w Szwajcarii jest tak bardzo normalne i jednocześnie istotne – pełna przejrzystość wydawania pieniędzy. Każdy darczyńca ma dostęp do sprawozdań finansowych, wie w jaki sposób zostają wydatkowane jego darowizny. To jeszcze bardziej uwiarygodnia cały projekt.
Formy wspierania projektu są różne – od przelewów poprzez wpłaty za pomocą kart kredytowych. Jest także interesująca forma „wsparcia za darmo” poprzez dokonywanie zakupów online.
Ks. Józef Bar z wieloma osobami go wspierającymi wykonali olbrzymią pracę, przeszli kamienistą i gorzką drogę pukania do urzędów, instytucji i firm. Obok sympatii i zrozumienia zderzali się z zobojętnieniem i irracjonalnymi przepisami, a jednak uzbierali 77,5% kwoty kosztów. Dzisiaj są na ostatniej prostej i aby zakończyć ten jakże humanitarny projekt, muszą jeszcze zebrać 3,5 mln. zł. Bez ludzi dobrej woli będzie trudno, bo jak powiada stare przysłowie – stojąc w miejscu – cofasz się, a wstrzymana budowa – niszczeje.
Wierzę, że do wsparcia włączy się Polonia i to nie tylko ze Szwajcarii. Wielokrotnie w przeszłości polskie środowiska emigracyjne wykazywały wiele empatii wspierając inicjatywy służącą ludziom doświadczonym przez los, chorym i osamotnionym. Oby i tym razem tak było.
Tadeusz M. Kilarski
